Sięgnąłem ostatnio po album z rodzinnymi zdjęciami. A tam moje dzieci uchwycone w nieporadnych pozach, z trudem stawiające pierwsze kroki przy meblach. Na kolejnych fotografiach zapisane obrazem próby samodzielnego jedzenia i lekcje jazdy na rowerze.

Ileż to lat minęło? Dużo… Tak dużo, że już zapomniałem, jak wtedy wyglądały, jak wypowiadały pierwsze słowa, jak się poruszały. Dopiero patrząc na te fotografie, zdałem sobie sprawę z czasu, który upłynął, i tego, jak wiele w tym okresie zmieniło się wokół mnie. Począwszy od wyglądu ludzi, którzy mnie na co dzień otaczają, przez przedmioty codziennego użytku, a na moim mieście kończąc.

Dzień w dzień patrzymy na swoich bliskich, wspólnie bawimy się, jemy, uczymy. Codziennie poruszamy się po ulicach i chodnikach, często chodzimy z dziećmi na plac zabaw, jeździmy na rowerze czy biegamy, chodzimy na imprezy kulturalne, spotykamy się na Starym Mieście ze znajomymi. Czy jednak widzimy na co dzień ewolucję miasta, w którym żyjemy? Sądzę, że nie zawsze i nie w pełni. I jest to naturalne. Potrzeba nam odpowiedniej perspektywy. Z miastem jest bowiem tak jak z naszą twarzą: codziennie widzimy ją w lustrze, ale żeby dostrzec, jak się zmieniła, żeby zauważyć, że dojrzeliśmy, potrzebujemy spojrzeć na własną fotografię z przeszłości. Spójrzmy więc na obraz Lublina z roku 2007. Czy pamiętacie Państwo w jakim mieście wówczas mieszkaliśmy? Spróbujmy cofnąć się w czasie. Oto fotografia Lublina sprzed dziesięciu lat.

Pozostało 80% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.