Małgorzata Domagała: Jak się ma dziś w Polsce zawód urbanisty?

Anna Sawicka*: Sam zawód na pewno nie jest tak wyrazisty jak kiedyś, zwłaszcza po likwidacji uprawnień urbanistycznych w 2014 r. W PRL, w systemie planowania centralnego, urbaniści pełnili istotną rolę w rozwoju przestrzennym miast, mieli ściśle określone zadania. Wtedy istniały odgórne wytyczne projektowe, a warsztat wzmacniała silna idea modernizmu. Teraz realia są zupełnie inne - mamy wolny rynek, za planowanie przestrzenne odpowiedzialne są samorządy, jesteśmy na innym etapie rozwoju, a miasta zderzają się z nowymi problemami. Urbanistyka zawsze była polityczna, kiedyś forma miasta była symbolem silnej władzy, dzisiaj stoimy przed wyzwaniem, żeby odnaleźć nowe możliwości tego zawodu na wolnym rynku w obliczu „wolności inwestycyjnej”.

A co panią do urbanistyki przyciągnęło?

- Najpierw chciałam być po prostu architektem. W projektowaniu zawsze fascynowało mnie to, jak skala mikro oddziałuje na całe otoczenie i jak może być impulsem rozwojowym. Pracę zawodową zaczęłam jeszcze na studiach.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej