Z pozoru są zwyczajnym małżeństwem – on pracuje jako biznesmen, ona jest nauczycielką języka polskiego. Oboje chodzą do kościoła i spotykają się z rodzicami przy świątecznym stole. Dramat rozgrywa się jednak w domu, gdy nikt nie widzi. Mąż bije ją coraz częściej – bo zasiedziała się ze znajomymi, bo zupa była przesolona, a krawat miał plamę. „Ty brudasie, ty flejo, ja cię nauczę dbać o dom” – krzyczy i bije ją po twarzy. Ale kobieta za każdym razem usprawiedliwia kata. Całą winę bierze na siebie. „Mój mąż jest dobrym człowiekiem. Choć nieco porywczym. A ja nie powinnam zapominać o jego potrzebach”. Broni go nawet wtedy, gdy mąż bije ją tak mocno, że traci dziecko. „Teraz już wiem, jak chronić brzuch, kiedy trzeba...”. A agresja ze strony kata jest coraz większa...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.