Kilkutysięczna wieś pod Zamościem, 6 listopada ubiegłego roku. 26-letnia Monika (imię zmienione) w rocznicę śmierci ojca poszła zapalić świeczkę na jego grobie. Z cmentarza wróciła po kilku godzinach. – Płakała, była rozdygotana. Pytałam, co się stało. Nie mogła wydusić słowa. Powiedziała tylko, że jest brudna – opowiada jej matka.

"Monice przez to przecież nic nie ubyło"

Monika ma...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej