Referendum w sprawie przyszłości górek czechowskich, chociaż z miejskiej kasy pochłonęło prawie 500 tys. zł, nie przyniosło rozstrzygnięcia z powodu zbyt niskiej frekwencji. Z punktu widzenia prawa nie jest wiążące, w oficjalnym komunikacie ratusza padło nawet słowo „nieważne”. Gdybyśmy jednak odrobili poreferendalne lekcje, te pół miliona mogłyby okazać się nie tak źle zainwestowanymi pieniędzmi. Ja w tej pracy domowej widzę takie oto zadania.

Pierwsze dla ratuszowego wydziału planowania, by zrobił na temat górek czechowskich burzę mózgów i pomysłów, które podczas niej przyjdą, nie przepuszczał od razu przez filtr: „nie da się”.

Do Lublina w latach 50. przyjechał wybitny urbanista Romuald Dylewski i z tym miastem związał się już na stałe.

Mówi się o nim jako o twórcy nowoczesnego Lublina, którego nie byłoby bez jego kreatywności i odważnych – czasem nawet, wydawałoby się, z góry skazanych na porażkę – pomysłów. Gdyby nie determinacja Romualda Dylewskiego w miejscu dzisiejszego Zalewu Zemborzyckiego, mielibyśmy stację rozrządową, bo strategiczna dla całego Układu Warszawskiego inwestycja była już niemal przyklepana przez najwyższe władze w Warszawie. Mimo to nie składał broni. Zalew powstał.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej