Raczuk był milicjantem, służył w wydziale kryminalnym komendy wojewódzkiej w Białej Podlaskiej.

Obława za bandytą i sześć kul

W lutym 1982 r. podczas próby zatrzymania Józefa Koryckiego, bezwzględnego bandyty poszukiwanego za zabójstwo młodego chłopaka, dostał sześć kul.

Stracił przytomność. Ocknął się po kilku minutach. – Nic nie czułem. Żadnego bólu. Nic. Po chwili, jakby ktoś polewał mi nogi ciepłą wodą. Chwyciłem się za brzuch i zobaczyłem krew. Oglądałem dużo filmów wojennych. Wiedziałem, że rana w brzuch kończy się źle. Zacząłem myśleć: żebym przeżył jeszcze pięć minut. Ja tak kocham to życie – opowiadał nam we wrześniu 2017 r.

Życie uratował mu skórzany portfel, który zamortyzował jedną z kul. W sumie spędził w szpitalu ponad dwa miesiące. Raczuk nie nadawał się do służby w milicji. Przyznano mu drugą grupę inwalidzką. Wcześniej jednak, przebywając na zwolnieniu, ze względów proceduralnych musiał zwolnić etat w wydziale kryminalnym. Został przeniesiony do komisariatu, gdzie na pięć i pół miesiąca został zastępcą kierownika ds. polityczno-wychowawczych. Oczywiście tylko na papierze, bo od postrzelenia ani jednego dnia nie służył w milicji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej