Na jednym ze sportowych kanałów telewizyjnych obejrzał skrót meczu jednej z drużyn na odbywającym się właśnie w Polsce mistrzostwach świata juniorów w piłce nożnej. Okazuje się, że Amerykanie, zresztą biorą udział w małym mundialu, każdą z relacji poprzedzają migawką z miasta, gdzie odbywają się spotkania. Jako że Lublin i jego Arena jest jednym z sześciu stadionów, gdzie rozgrywane są mecze, widzowie amerykańscy zobaczyli nasze miasta. Świetna promocja, w dodatku bezpłatna. Robi wrażenie? Prawda.

Oczywiście Lublin nie zaistniałby w amerykańskich domach, gdyby nie Arena, której budowę krytykowało, wciąż krytykuje, wielu. Wystarczy wejść na fora internetowe pod kolejnymi relacjami z meczów piłkarzy Motoru, którzy któryś już sezon z rzędu nie mogą wydostać się z czwartego poziomu rozgrywkowego. Nie mielibyśmy mundialu, gdyby nie odważna decyzja władz województwa sprzed 12 lat o budowie Portu Lotniczego Lublin, który tak naprawdę połączył nas z całym światem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej