W Lublinie w poniedziałek przed południem 32-letni kierowca BMW po kolizji z dwoma pojazdami uderzył w słup sygnalizacji świetlnej. Auto zostało niemal zmiażdżone. Po chwili na miejscu było pogotowie. Jednak kierowca pomocy nie oczekiwał. Rzucił się z pięściami na ratowników medycznych. To nie wyjątek. Z podobnymi sytuacjami pracownicy pogotowia spotykają się dużo częściej.

Dotychczas musieli wyjmować komórkę i wzywać na pomoc policję. To często tylko nakręcało spiralę agresji wśród napastników, nierzadko pijanych, pod wpływem narkotyków czy silnych leków psychotropowych. - Chcieliśmy zaproponować alternatywę. W ubiegłym tygodniu wdrożyliśmy w naszej stacji ratunkowej w Białej Podlaskiej nowy system - mówi Artur Kozioł, zastępca dyrektora pogotowia w Białej Podlaskiej.

Na czym polega innowacja? Ratownicy otrzymali niewielki lokalizator. Mogą go włożyć do kieszeni czy zawiesić na szyi. W momencie zagrożenia wciskają przycisk, a odpowiednia informacja trafia do policjantów. - Lokalizator oparty na systemie GPS i GPRS, czyli transmisji danych z wykorzystaniem sieci komórkowych. Po wciśnięciu przycisku od razu powiadomiony jest dyspozytor medyczny, który niezwłocznie dołącza się do interwencji policji poprzez konsolę systemu wspomagania dowodzenia. Nie ma potrzeby kontaktowania się z dyżurnym i relacjonowania szczegółów zdarzenia. Dzięki temu już po chwili patrol jest gotowy do interwencji - dodaje Artur Kozioł.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej