Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Widok z wiaduktu prowadzącego na Zamek: płaska, trawiasta przestrzeń rozpościerająca się po prawej stronie, przecięta chodnikiem ułożonym z kostki brukowej, który początkowo biegnie prosto, a następnie łukiem skręca w prawo. Przestrzeń z prawej ograniczona sylwetą kościoła pw. św. Wojciecha, z lewej wzgórzem zamkowym. Stojąc na wiadukcie i spoglądając na prawo, widzę to, co jest. Ale co widzę? Nic. Krajobraz, którego cechą jest pustka.

Lublin. Tak wygląda dziś miejsce po dawnej ulicy KrawieckiejLublin. Tak wygląda dziś miejsce po dawnej ulicy Krawieckiej Joanna Zętar

Biorę w nawias współczesną topografię, a do ręki plan Lublina z 1931 r. Na nim w miejscu, które dziś obserwuję z wiaduktu, jest ulica. Nazywa się Krawiecka i jest zlokalizowana na terenie dzielnicy żydowskiej zwanej Podzamczem. Ulica jest dość długa. Początek ma nieopodal Bramy Grodzkiej, tam gdzie zbiegały się cztery ulice: Grodzka, Szeroka, Podwale i Zamkowa. Krawiecka biegła prosto, równolegle do Wzgórza Zamkowego, po czym skręcała pod kątem prostym w lewo, obiegała od wschodu wzgórze. Na końcu ulicy znajdował się plac, niezbyt duży, prostokątny noszący nazwę placu Krawieckiego. Od ulicy Krawieckiej, w mniej więcej środkowej części, odbiegała krótka ulica Basztowa. W końcowej części, już za zakrętem znajdowała się ulica Wązka (pisownia z planu Lublina), i dalej, w lewo Mostowa. Krawiecka kończyła się, zbiegając z Jateczną. Równolegle do ulicy Krawieckiej, wzdłuż Wzgórza Zamkowego znajdowała się ulica Podzamcze. Krawiecką i Podzamcze łączyła ulica Basztowa. Obszar charakteryzował się dość chaotyczną zabudową, składającą się z pojedynczych, wolno stojących budynków. Z czasem zabudowa stała się bardziej zwarta i uporządkowana, czego przyczyną jest zagęszczanie zabudowy na tym terenie, dobudowywanie i rozbudowywanie budynków, oraz budowanie nowych obiektów. W II połowie XIX wieku wyraźnie widoczne są „ciągi komunikacyjne”. Cały obszar na planach nosi nazwę Podzamcze. Na planach miasta z początku XX wieku zaznaczono dwie nazwy ulic: Podzamcze oraz Krawiecka.

Archeologia pamięci

Informacje o ulicy Krawieckiej trudno znaleźć w przewodnikach po Lublinie. Majer Bałaban pisał o ulicy Krawieckiej w opracowaniu „Żydowskie miasto w Lublinie”, wydanym w 1918 r., następujące słowa: „(…) Krawiecka jest bardzo długa. Okrąża ona Wzgórze Zamkowe, stanowiąc od tej strony najbardziej zewnętrzną granicę miasta. Stojące przy niej domy nie są stare, pochodzą najwyżej z XVIII wieku, ale mają bardzo oryginalną architekturę z poddaszami, werandami i balkonami i stoją w tak malowniczym nieporządku, że to bogactwo form nieustannie przyciąga wzrok. Jedyna cechą wspólną tych domów jest jednak to, że wszystkie są w ruinie, mają dziurawe dachy, popękane fundamenty, krzywe schody i niezliczoną ilość mieszkańców. Do tego dochodzi jeszcze ich wielobarwność, która potęguje malowniczość okolicy”.

Porządkowanie placu Krawieckiego, ok. 1940 r. fot. NNPorządkowanie placu Krawieckiego, ok. 1940 r. fot. NN Ośrodek Brama Grodzka - Teatr NN

Wiele lat później Robert Kuwałek w rozdziale książki „Lublin. Jerozolima Królestwa Polskiego” napisał: „Ta część Miasta Żydowskiego w Lublinie uchodziła za najuboższą i najbardziej zaniedbaną. Tu mieszkała największa biedota żydowska, w wielu przypadkach utrzymująca się z niewiadomego źródła. Ludzi tych nazywano „luftmenszen” – „żyjący z powietrza”. Nikt nie wiedział dokładnie, z czego utrzymywały się wielodzietne rodziny, żyjące w ruderach na Krawieckiej. Nie mógł dać im bowiem utrzymania biedny zakład krawiecki czy szewski albo biedny straganik. Prawdopodobnie to z Krawieckiej pochodziły owe Żydówki, które na lubelskich targach czy ulicach Podzamcza sprzedawały gorący groch, czy kilka bajgielków. Ów handel z pewnością nie zapewniał należytego utrzymania całym rodzinom”.

Wrażenia z wizyt mieszkańców Lublina na Krawieckiej odnajdujemy w relacjach świadków historii. Bogdan Stanisław Pazur wspomina: „Znam Krawiecką. Bawiłem się, biegałem po tej ulicy. Wybrukowana była „kocimi łbami”, nie skanalizowana. Chodniki miała w miarę czyste, zasypane łuskami z pestek słonecznika – to było charakterystyczne – i pestek dyni. Jak to ulica: szara, bezbarwna, hałaśliwa, ze specyficznym zapachem cebuli, czosnku i śledzi. (…) Krawiecka to była żydowska biedota: szewcy, krawcy, nosiciele wody, drwale, jacyś tacy bezzawodowcy”.

W latach 30. XX wieku ulicą równoległą do Krawieckiej była ulica Podzamcze. Cytowany już wcześniej Majer Bałaban pisze: „Inne domy stoją na Podzamczu. Są one stare i tak ściśle przylegają do Wzgórza Zamkowego, że jej stromy stok góruje nad nimi, a jeszcze wyżej wyrasta zamek, który rozciąga na wszystkie strony swoje mury i blanki”. Przy ulicy Podzamcze znajdowało się 21 adresów. Niektóre miały wspólne adresy z Krawiecką lub Zamkową. Najbardziej wyróżniającym się budynkiem była Synagoga Saula Wahla, pod adresem Podzamcze 12, z charakterystycznym dachem namiotowym.

Robert Kuwałek pisze: „Była to bożnica wybudowana na przełomie XVI i XVII wieku i zgodnie z miejscową legendą łączono ją z osobą Saula Wahla – jednodniowego króla polski, w rzeczywistości znanego (…) kupca i bankiera króla Stefana Batorego. W okresie międzywojennym obiekt ten nazywano także Synagogą Gońców lub Kuśnierzy”. Bałaban dodaje: „Nie wyróżnia się ona niczym szczególnym. Mieści się w prostej, czworokątnej sali, na pierwszym piętrze domu i jest pozbawiona jakichkolwiek ozdób. Nad nią znajduje się synagoga kobieca połączona z męską dziurą w suficie. Aby kobiety nie wypadły przez nią, została opatrzona kratami”.

ZOBACZ TAKŻE: To miejsce zna każdy lublinianin. A jego historię? Tak powstawał Plac Zamkowy [ZDJĘCIA]

Fotograficzne portrety miejsc

Archiwalnych zdjęć ulicy Krawieckiej jest kilkadziesiąt. Większość została wykonana w latach 20. i 30. XX wieku. Na nich – niska zabudowa, ale zdarzają się budynki 2-, 3-kondygnacyjne. Pośród budynków murowanych dużo drewnianych domów. Dwuspadowe dachy, dużo przybudówek. Codzienność z suszącym się praniem, dziećmi, psami i całym bałaganem dnia powszedniego. Architektura tej ulicy miała swoisty urok. Do podupadających, częściowo zrujnowanych domków „przyklejone” były werandy, balkoniki i poddasza, wszędzie mieszkali ludzie widoczni zresztą na wielu zdjęciach. Gęsta i miejscami dość chaotyczna zabudowa.

Pojedyncze budynki z ulicy Krawieckiej mają swoje fotograficzne portrety. Krajobraz tego fragmentu Podzamcza niewątpliwie przyciągał zarówno zawodowych fotografów, jak i fotoamatorów. Dzięki kadrom pokazującym pojedyncze obiekty możemy bliżej zapoznać się ze specyfiką budownictwa na tym obszarze, a nawet dostrzec zmiany w wyglądzie niektórych budynków. Wielu lubelskich fotografów zaglądało na ulicę Krawiecką. Stefana Kiełsznię na Krawieckiej interesuje pojedynczy budynek, postać, nie fotografuje „krok po kroku” jak na Kowalskiej czy Nowej. Zagląda na podwórka, widzimy suszące się pranie, kobietę z miednicą. Podobnie, na tyły i podwórka ze swoim aparatem zagląda Stanisław Magierski. Na wielu zdjęciach oprócz budynków widoczni są przechodnie, niektórzy śmiało patrzą w obiektywy aparatów, pozują do zdjęć. Józef Czechowicz jako jedyny wędruje aż do placu Krawieckiego.

Budynek przy ul. Krawieckiej 7, fot. Stanisław MagierskiBudynek przy ul. Krawieckiej 7, fot. Stanisław Magierski Stanisław Magierski

Jeden z budynków szczególnie upodobali sobie fotografowie. Pojawia się na kilkunastu zdjęciach. Krawiecka 7. Bardzo dokładnie fotografuje ten obiekt Stanisław Magierski, co ciekawe, wraca w to samo miejsce w różnych porach roku. Na jednym z jego zdjęć z okna wygląda kobieta i uśmiecha się do fotografa. Pod oknem, z którego wygląda, na gzymsie siedzą dwa koty, symetrycznie po obu stronach. Historia tego obiektu jest możliwa do odtworzenia na podstawie danych z ankiety Inspekcji Budowlanej z dnia 5 lutego 1936 roku. W budynku było 8 mieszkań, właścicielami nieruchomości byli m.in. Lejb Blatman i Joel Wosk. Data rozpoczęcia użytkowania: „dom stary, przedwojenny”. Przypuszczalnie chodzi o I wojnę światową.

Z sąsiedniej ulicy – Podzamcze zachowało się niewiele zdjęć przedstawiających zabudowę. Najczęściej fotografowane było przejście pod ulicą Zamkową, zwane Porta Sordida lub potocznie Brama Zasrana. Najlepsze ujęcie wykonał Edward Hartwig – kobieta z miotłą, biegnący chłopiec i majacząca postać kobiety na drugim planie. Wszystko lekko zamglone, rozmyte, ale światło odbija się od nawierzchni i rynsztoków po obu stronach ulicy, i lufcika okna, światłocień w mgle, tajemnica otwartych drzwi po lewej stronie kadru.

Porta Sordida (Brama Zasrana), fot. Edward HartwigPorta Sordida (Brama Zasrana), fot. Edward Hartwig Edward Hartwig

Krawiecka

Obraz tej części Podzamcza ze wspomnień i fotografii dopełniają materiały archiwalne znajdujące się w zespole Inspekcji Budowlanej przechowywanym w Archiwum Państwowym w Lublinie. Na Krawieckiej ostatni adres po stronie nieparzystej to 57, strona parzysta kończy się numerem 34. Wybieram kilka adresów.

Krawiecka 2. W budynku w 1940 roku mieszkało: 3 Chrześcijan, 36 Żydów, w tym 12 kobiet, 17 mężczyzn i 10 dzieci. W 1928 roku w dokumentach urzędowych odnotowana jest restauracja prowadzona przez Moszka Sztetelmana, adres restauracji potwierdza Księga Adresowa Polski z 1929 roku. Jest to ta sama restauracja, którą wspomina Aleksander Szryft: „Na rogu Zamkowej i Krawieckiej mieściła się tania restauracja żydowska. Stołowali się tutaj głównie artyści lubelscy, którzy często nie mieli pieniędzy na droższe lokale. W tej restauracji, gdzie kwitło towarzyskie życie artystów, jedzenie można było dostać na kredyt. Był to zazwyczaj jakiś śledzik, zupa, pełne posiłki, smaczne i niedrogie”. W dokumentach Inspekcji Budowlanej odnajdujemy wzmianki dotyczące tego adresu. M.in. informacja, że w budynku tym mieściła się siedziba organizacji Cukunft zrzeszającej młodzież bundowską.

Inny adres: Krawiecka 28. W 1940 roku w budynku mieszkało 32 Żydów, w tym: 8 kobiet, 12 mężczyzn i 12 dzieci. W 1936 roku właścicielami byli m.in. Josef Goldsztajn i Pesach Grinfarb, zarządcą była współwłaścicielka budynku Taba Hamer. Co ciekawe, w rubryce rodzaj budynku wpisano: dom mieszkalny i gospodarczy z cegły i łopianu (?). Z ankiety możemy się dowiedzieć, że liczba mieszkań wynosiła 6 i wszystkie były 1-izbowe. Odnotowano też balkon z poręczą żelazną, dach kryty blachą i papą. W budynku znajdowała się piwiarnia, chociaż szyld nie był umieszczony na budynku.

W środkowej części ulicy, niemal na zakręcie znajdował się duży dom, dobrze widoczny na zdjęciach lotniczych. Tutaj pod numerem 41 był murowany budynek mieszczący Fabrykę Wyrobów Tytoniowych Zelmana Krasuckiego, a także przedszkole „Ognisko” prowadzone przez Związek Kobiet Żydowskich, Towarzystwo Dobroczynne „Pas Leorchim” i kibuc „Ha Szaron”. Aleksander Szryft wspomina, że: „Były tam pozostałości maszyn, jakieś materiały, odpadki z produkcji i kolorowe pudełka z denkiem. Wykradaliśmy je więc z sali, gdzie leżały. Wymienialiśmy się nimi potem. Wiedziałem, że w tym domu mieszkali ubodzy ludzie, których nie stać było na czynsz. Znałem tam rodzeństwo Wasągów i kobietę, która pracowała latem jako kucharka na półkoloniach dla ubogich żydowskich dzieci”.

Oglądając zdjęcia lotnicze tego obszaru, wzrok przyciąga jeszcze jeden obiekt znajdujący się na Krawieckiej. Dość mały, ale jakże ważny. Na zakręcie stoi studnia. Niestety dokładnie jej nie widać, ale wskazuje duże podobieństwo z obiektem znanym nam dziś z placu manewrowego dworca PKS.

Krajobraz pustki

Ulica Krawiecka i ulica Podzamcze przestały istnieć w czasie II wojny światowej. Zachowały się dwa zdjęcia przedstawiające ruiny, a w zasadzie pustkę i resztki kilku budynków. Przez kolejne lata obszar po ulicy Krawieckiej stopniowo stawał się terenem zapomnianym. Chociaż 28 lipca 1944 roku miało tu miejsce ważne wydarzenie. W zbiorowej mogile po południowej stronie Wzgórza Zamkowego pochowano ciała 127 więźniów Zamku zamordowanych podczas ostatniej egzekucji, która obyła się w dniu 22 lipca 1944 roku – zginęło wtedy około 300 osób. Pogrzeb miał manifestacyjny charakter – uczestniczył w nim m.in. generał Zygmunt Berling oraz przewodniczący Centralnego Biura Komunistów Polskich, generał Aleksander Zawadzki.

Msza za zamordowanych podczas ostatniej egzekucji, fot. NNMsza za zamordowanych podczas ostatniej egzekucji, fot. NN Ośrodek Brama Grodzka - Teatr NN

W uroczystości licznie uczestniczyli mieszkańcy Lublina. Miejsce pochówku ofiar zaznaczono symbolicznym drewnianym krzyżem. Wydarzenie zostało zdokumentowane na filmie nakręconym przez Brytyjską Kronikę Filmową pt. „The Tragic City of Lublin”. Analiza kadrów z filmu wskazuje, że mogiła znajdowała się w miejscu, gdzie wcześniej znajdowała się Synagoga Saula Wahla.

Lektura dokumentacji z prac podejmowanych w Lublinie po wojnie, związanych z uprzątnięciem zniszczeń wojennych, w zasadzie nie przynosi informacji dotyczących obszaru dawnej Krawieckiej. Wiadomo jedynie, że w 1948, we wrześniu, rozpoczęto prace przy niwelowaniu terenu wokół Zamku, których celem było uprzątnięcie gruzów. Intensyfikacja prac na tym terenie miała miejsce dopiero w 1954 roku, w związku z pracami przygotowawczymi z okazji planowanych na lipiec uroczystości związanych z X-leciem PKWN. 10 lutego rozpoczęto odgruzowywanie Podzamcza.

Kilka dni później – 25 lutego 1954 roku odbyła się ekshumacja szczątków ze zbiorowej mogiły i przeniesienie ich na cmentarz przy ulicy Lipowej w Lublinie. W uroczystościach uczestniczył ówczesny minister kultury i sztuki Włodzimierz Sokorski, który był odpowiedzialny za przygotowanie terenów pod Centralną Wystawę Rolniczą: „(…) u podnóża Zamku miałem zorganizować Pierwszą Ogólnopolską Wystawę Rolniczą. (…) z oborami dla krów, chlewniami dla świń, stajniami dla koni, polem kukurydzy, wzorowymi działkami ogrodniczymi i wystawą narzędzi rolniczych”.

Wystawa została otwarta 21 lipca 1954 roku. Przestrzeń wokół Zamku przeznaczono na ekspozycję. Ponadto na placu Zebrań Ludowych i w lokalach budynków przy placu zorganizowano kiermasz. Występował cyrk, czas można było spędzić na wesołym miasteczku. „Życie Lubelskie” informowało, że do 14 sierpnia ekspozycję obejrzało 300 tys. osób.

ZOBACZ TAKŻE: "Wciąż jeszcze chodzimy po dymiącym pogorzelisku". Tomasz Pietrasiewicz opowiada o niezwykłym projekcie Teatru NN

Być może niebawem wróci tu życie

Po zakończeniu wystawy teren opustoszał. Odtąd spełniał funkcję terenu rekreacyjnego. Dzięki zdjęciom Edwarda Hartwiga możemy zobaczyć teren zielony, z ławkami i placem zabaw oraz nielicznymi użytkownikami tej przestrzeni. Z czasem elementy zostały zniszczone. Czas się zatrzymał. Dziś w zasadzie oprócz ścieżki, grupy drzew pomiędzy którymi znajduje się nowy plac zabaw i kilkoma przypadkowo rozmieszczonymi ławkami, teren dawnej ulicy Krawieckiej i jej okolic to swoisty krajobraz pustki.

Być może niebawem wróci tu życie. W kwietniu 2015 roku Urząd Miasta Lublin ogłosił konkurs urbanistyczno-architektoniczny na koncepcję zagospodarowania terenu jako „Parku na Błoniach”. Z niecierpliwością i niepokojem czekam na realizację. I cały czas myśląc o pustce i próżni, pytam: czy ciąg dalszy nastąpi? Czy to nie-miejsce niepamięci z nielicznymi widocznymi, ale głównie niewidocznymi śladami jest w stanie zmienić się w przestrzeń użyteczną, a przede wszystkim znaczącą?

ZOBACZ TAKŻE: Spacer po Lublinie śladami Julii Hartwig

Fotografie i fragmenty relacji świadków historii pochodzą z archiwum Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”

Pełna wersja tekstu dostępna pod adresem: www.blog.teatrnn.pl

*Joanna Zętar, pracownik Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.