Wólka, sobota, 14 grudnia 2013 r. Katarzyna, studentka pierwszego roku archeologii, pomagała matce myć w domu okna. Była najmłodszą z trzech córek rodziny Piszyków. Kiedy Kasia skończyła porządki, umyła włosy, powiedziała mamie, że nowy szampon jest świetny, i się z nią pożegnała. Miała pojechać do chłopaka, do Lublina. Za chwilę miała autobus. Piszykowie mieszkają tuż obok drogi wojewódzkiej z Lublina do Łęcznej. Do przejścia dla pieszych miała niecałe sto metrów.

Niedługo później matka studentki dostała telefon: "Coś się stało, chyba z Kasią".

Pozostało 84% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.