Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chodzi o Radosława Boczka, dzielnicowego radnego z Ponikwody. Tę funkcję pełnił w poprzedniej kadencji, w latach 2015-2019. A ściślej do wiosny tego roku. Nazwisko radnego pojawia się w co najmniej trzech lubelskich firmach deweloperskich, które budują domy w północnych dzielnicach miasta.

Trzy pokoje i salon z aneksem kuchennym

Rafał Cioch, energiczny 36-latek, jest lubelskim przedsiębiorcą. Działa w branży budowlanej. Od kilku lat ma salon stolarki okiennej przy ul. Rusałka w Lublinie. Przed kilku laty postanowił zainwestować pieniądze w nieruchomość. Szukał dużego mieszkania.

– W Lublinie w naszej branży praktycznie każdy każdego zna. Z racji kilku kontaktów znałem Radka, zresztą byliśmy po imieniu – opowiada Rafał Cioch, nie ukrywając zdenerwowania.

I dalej: – To było wiosną 2016 r. Radek zaproponował mi kupno mieszkania w nowo wznoszonym bloku przy ul. Trześniowskiej na Kalinowszczyźnie. To miał być mały budynek, składający się z ośmiu mieszkań. Zaletą był podziemny parking i w miarę spokojna okolica. A przede wszystkim atrakcyjna cena.

Cioch wybrał trzypokojowe mieszkanie z salonem i aneksem kuchennym na drugim piętrze. Do tego miejsce parkingowe, ok. 15 m kw., w podziemnym garażu. Za nieco ponad 74 m kw. miał zapłacić 270 tys. zł. Wychodziło ok. 3,6 tys. zł za m kw. Oczywiście w stanie deweloperskim (z białym montażem).

Przedsiębiorca z ul. Rusałka pokazuje skrupulatnie sporządzoną umowę rezerwacyjną mieszkania z czerwca 2016 r. zawartą z firmą deweloperską Radosława Boczka. Zgodnie z jej zapisem blok przy ul. Trześniowskiej 43a miał zostać oddany do użytku najpóźniej do końca grudnia 2017 r. Wówczas Cioch miał podpisać umowę notarialną i stać się właścicielem mieszkania. Pod koniec czerwca 2016 r. przedsiębiorca budowlany, zgodnie z zapisem umowy, przelał na konto Boczka okrągłą kwotę 270 tys. zł. Oszczędności mu nie wystarczyło. Musiał wziąć kredyt.

Zresztą w opasłym segregatorze przechowuje do dziś całą historię korespondencji z Radosławem Boczkiem.

Komu miałem ufać, jak nie radnemu

Tymczasem termin ukończenia inwestycji minął, a blok wciąż nie był gotowy do zamieszkania. Przy ul. Trześniowskiej wciąż ślimaczyła się budowa. Przez tygodnie nic się tam nie działo. W ten sposób wkroczyliśmy już w rok 2018.

– W ciągu 12 miesięcy co najmniej trzykrotnie kontaktowałem się z Radkiem. Opóźnienie tłumaczył chwilową utratą płynności finansowej, problemami piętrzonymi przez bank i innymi kłopotami. Nasza branża do łatwych nie należy, człowiek sam nieraz miał sytuacje podbramkowe, więc starałem się go tłumaczyć. Poza tym przecież to był radny dzielnicowy. Osoba godna zaufania. Komu miałem ufać, do cholery, jak nie jemu – opowiada Rafał Cioch.

Mijały kolejne miesiące. Niespodziewanie jesienią zeszłego roku deweloper skontaktował się z Ciochem i zaproponował kupno kolejnego mieszkania. Dokładnie naprzeciwko tego pierwszego - na drugim piętrze przy ul. Trześniowskiej 43a. Mieszkania o takim samym metrażu.

Cioch: – To była dobra okazja. Radek powiedział mi, że ze wspomnianego mieszkania zrezygnował jeden z klientów, przedstawiciel handlowy jakiejś tam firmy. Radek na dowód pokazywał od niego SMS-y, że bardzo mu przykro z powodu wspomnianej rezygnacji, że przeprasza za zamieszanie. I tym razem mu zaufałem. Inflacja, wzrost cen nieruchomości... Drugie mieszkanie miało kosztować już 289 tys. zł. A ja zapłaciłem Radkowi w czterech ratach, od października do grudnia 2018 r. W sumie 150 tys. zł. Coś w rodzaju zaliczki. Dzięki tym pieniądzom deweloper miał wyjść z przejściowych kłopotów i zakończyć inwestycję przy Trześniowskiej 43a.

Mijały kolejne tygodnie, miesiące, a Rafał Cioch nie otrzymywał kluczy ani od pierwszego, ani od drugiego mieszkania. W końcu, przez przypadek, od znajomego znajomego dowiedział się, że wspomniany przedstawiciel handlowy, który jakoby miał zrezygnować z kupna mieszkania naprzeciwko, absolutnie z niczego nie zrezygnował.

– Byłem zdecydowany na zakup mieszkania od samego początku, zapłaciłem za nie i nawet przez myśl mi nie przeszło, by z niego rezygnować. Nie wiem, skąd powstało to całe zamieszanie – tłumaczy dziś przedstawiciel handlowy, który nie ukrywa, że także ma czasem kłopoty ze skontaktowaniem się z deweloperem.

Cioch: – W końcu wszystko okazało się jasne. Radek sprzedał wspomniane mieszkanie dwóch osobom.

Przewiercone zamki

Rozpoczął się 2019 r. Sytuacja z tygodnia na tydzień nabierała coraz większych rumieńców. Po tym, jak Cioch zorientował się, że „drugie” mieszkanie nie jest jego, Radosław Boczek z dnia na dzień przestał odbierać od niego telefony. Zapadł się pod ziemię.

W międzyczasie wyszło na jaw, że firma deweloperska Radosława Boczka rzeczywiście ma kłopoty finansowe, a pozostali mieszkańcy, którzy tak jak Cioch zrobili przedpłaty na mieszkania, coraz głośniej zaczynali domagać się zakończenia inwestycji i spisania umów notarialnych. W efekcie mieszkańcy doprowadzili do spotkania z Boczkiem. W jego trakcie deweloper obiecał zawrzeć wspomniane umowy do 7 lutego 2019 r. Zresztą Boczek zrobił to na piśmie w obecności niemal wszystkich nabywców.

Efekt? Z umowy się nie wywiązał.

Zdeterminowany przedsiębiorca z ul. Rusałka założył deweloperowi sprawę. O zwrot pieniędzy, przedpłaty za mieszkanie „drugie”. Zadziałało, bo Boczek w połowie kwietnia tego roku postanowił w końcu wydać Ciochowi klucze do mieszkania... „pierwszego”. Jednak mijały miesiące, a deweloper wciąż nie regulował kwestii własnościowych u notariusza.

Boczek starał się wszystko łagodzić. Sytuację z mieszkaniem „drugim” tłumaczył nieporozumieniem, a pieniądze – 150 tys. zł – w końcu Ciochowi wypłacił. Miesiąc temu, bez odsetek i kosztów sądowych.

Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

Na zdjęciu: Rafał Cioch

– Miałem nóż na gardle. Nie miałem za co wykończyć „pierwszego” mieszkania, więc machnąłem ręką na odsetki i koszty sądowe. Wziąłem pieniądze do ręki i mając klucze w ręku, rozpocząłem remont – opowiada przedsiębiorca z ul. Rusałka.

Na początku września prace dobiegały końca. Wkrótce mieszkanie, to „pierwsze”, miało być gotowe do wprowadzenia się.

Cioch: – To było 3 września. Udałem się do swojego mieszkania i oniemiałem. W drzwiach zastałem przewiercone zamki. W ich miejsce ktoś wstawił nowe. Pocałowałem klamkę. W mieszkaniu zostały drogie baterie umywalkowe, płytki, sterowniki do rolet i sterowniki do ogrzewania. Wszystko warte kilkadziesiąt tysięcy złotych. Następnego dnia udałem się na policję, a Radek przestał odbierać ode mnie telefony. Znowu zapadł się pod ziemię. Tak jak wcześniej.

Sierżant sztabowy Kamil Karbowniczek z zespołu prasowego lubelskiej policji potwierdza, że II komisariat policji prowadzi postępowanie sprawdzające w powyższej sprawie. – Prowadzimy je w kierunku uporczywego uniemożliwiania dostępu do lokalu mieszkalnego, za co grozi do trzech lat więzienia – informuje funkcjonariusz.

Dodaje, że w powyższej sprawie jeszcze nikogo nie przesłuchano i nikomu nie przedstawiono zarzutów. Czynności w sprawie mają się odbyć w najbliższych czasie.

Telefon dewelopera milczy

Firmy Radosława Boczka oferuje sprzedaż mieszkań w sieci. Dzwonię do dewelopera pod numer ze strony internetowej. Osoba, do której telefonuję, odpowiada SMS-em, że jest na spotkaniu. Prosi o wiadomość. Kiedy informuję, że jestem dziennikarzem i piszę o sprawie bloku przy ul. Trześniowskiej 43a, telefon już milczy. I tak całą środę i czwartek, mimo że wykręcam numer w sumie osiem razy.

Radosław Boczek nie odpowiedział także na maila umieszczonego na stronie internetowej swojej firmy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.