Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rafał Stachura zarządza gospodarstwem rolnym w Kulczynie Kolonii, gm. Hańsk w powiecie włodawskim. Gospodarstwo specjalizującym się w produkcji mleka i w swojej dziedzinie jest największym na Lubelszczyźnie. Firma każdego dnia produkuje 24 tys. litrów mleka.

Jacek Brzuszkiewicz: Jak się zostaje farmerem?

Rafał Stachura: - Pochodzę z Podbeskidzia żywieckiego. W młodości kolegów interesowały motocykle, samochody, gry komputerowe. Może to dziwnie zabrzmi, mnie zdecydowanie bardziej kręciła praca w gospodarstwie rolnym. Interesowały mnie krowy. To co jedzą, ile produkują mleka. Jak to wszystko działa.

Byłem konsekwentny i wybrałem technikum weterynaryjne w Nowym Targu na Podhalu, a później Akademię Rolniczą w Lublinie (dziś to Uniwersytet Przyrodniczy - red.), gdzie rozpocząłem studia na wydziale medycyny weterynaryjnej. Potem na lubelskiej uczelni w tej dziedzinie obroniłem tytuł doktora.

Podbeskidzie żywieckie, Nowy Targ. Jak pan trafił na Lubelszczyznę?

- W szkole w Nowym Targu było oczywistością, że uczniowie z każdego rocznika, którzy postanowili dalej kształcić się na lekarzy weterynarii, wybierali studia w Lublinie. Bo my (śmiech!) tutaj na Lubelszczyźnie nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale lubelski Uniwersytet Przyrodniczy w kontekście weterynarii, hodowli bydła, produkcji mleka, to świetna marka i absolutna czołówka krajowa.

W 2000 roku wyjechał pan na studia do Włoch.

- Od zawsze chciałem prowadzić duże gospodarstwo rolne. Takie wielkopowierzchniowe, wielkotowarowe, z wizją rozwoju, z precyzyjnym biznesplanem. Musiałem się do tego przygotować.

Chciałem wiedzieć, jak działają takie gospodarstwa produkcyjne na świecie. Jako że z nauką języków nigdy nie miałem problemów, wyjechałem na praktyki do Kanady. Dalej podpatrywałem. Studia skończyłem na Uniwersytecie w Padwie, jednej z najstarszych wyższych uczelni w Europie założonej w 1222 r.

We Włoszech poznałem rolników, którzy zostali moimi partnerami biznesowymi i postanowiliśmy stworzyć gospodarstwo specjalizujące się w produkcji mleka. Wybór padł na Lubelszczyznę, bo studiując na Akademii Rolniczej w Lublinie widziałem tutaj potencjał na produkcję i rozwój właśnie takiego gospodarstwa.

Właśnie w Kulczynie Kolonii (gmina Hańsk niedaleko Włodawy - red.) w czasach PRL działało jedno z większych państwowych gospodarstw rolnych w starym woj. chełmskim. Jednak PGR jak wiele innych, nie poradziło sobie ze zmianami z przełomu lat 80. i 90. zeszłego wieku. W efekcie gospodarstwo uratowali byli pracownicy, którzy zaczęli je prowadzić jako spółka pracownicza. Natomiast w 2001 r. nasza spółka - Agromarina zainwestowała tu w produkcję mleka.

Dziś zatrudniamy blisko 50 osób i prowadzimy największe gospodarstwo mleczne na Lubelszczyźnie z 800 krowami, które każdego dnia produkuje 24 tys. litrów mleka. Ale Agromarina to nie tylko krowy i mleko. Uprawiamy blisko 1,5 tys. hektarów ziemi.

Zarządza pan wielką firmą, do interesu pan nie dokłada. Po co panu ta polityka?

- Rolnictwo jest bardzo ważną, kluczową gałęzią ekonomii społecznej w naszym regionie. My, rolnicy jesteśmy gwarantem produkcji dobrej, lokalnej żywności. Zdziwi się pan, ale każde 1000 litrów wyprodukowanego mleka, to sześć miejsc pracy. Nie żadne tam śmieciówki, tylko pełny etat. Chodzi o miejsca pracy nie tylko w gospodarstwie rolnym, także transporcie, przetwórstwie, handlu.

Na terenie starego woj. chełmskiego mamy dwie bardzo znane mleczarnie OSM Krasnystaw i Bieluch w Chełmie, wiele przedsiębiorstw rolno-spożywczych, oraz z innych branż małe i  średnie firmy, które potrzebują wsparcia. Przyszedł czas byśmy bezpośrednio decydowali o sobie, a nie jak do tej pory decydowali inni za nas.

Fot. Krzysztof Mazur / Agencja Gazeta



Dam przykład z niedalekiej przeszłości. Pod koniec lat 90. w Sejmie było trzech prezesów lubelskich mleczarni. Proszę zobaczyć, jak w tych czasach zmieniła się Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska „Krasnystaw”, „Spomlek” w Radzyniu Podlaskim i Spółdzielnia Mleczarska „Ryki”, oczywiście nic nie ujmując innym mleczarniom naszego województwa. Dziś rolnictwo takiej reprezentacji w parlamencie nie ma.

Od ośmiu lat pełnię funkcję prezesa Lubelskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka. Społecznie, bez żadnych pieniędzy. Po co mi to? Chcąc iść naprzód, musimy się spotykać, wymieniać się doświadczeniami, różnymi nowinkami. Robimy to regularnie, mimo że ze sobą na rynku konkurujemy. Chcemy też stworzyć mleczarskie lobby, szerzej - lobby rolnicze.

Należę także do Lubelskiego Klubu Biznesu. Jego członkowie, przedsiębiorcy są lokomotywą ekonomiczną naszego regionu. Budują ekonomię realną, tworzą miejsca pracy, płacą podatki. Dlatego naturalnym kolejnym etapem w moim życiu zawodowo-społecznym jest zaangażowanie się w polityczną działalność na rzecz naszego regionu. Zawsze byłem społecznikiem.

Przed czterema laty ubiegał się pan o miejsce w Senacie z własnego komitetu.

- Za konkurenta miałem m.in. senatora, dr. hab. Józefa Zająca, nauczyciela akademickiego Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie, który dostał się do wyższej izby parlamentu z list Polskiego Stronnictwa Ludowego. Jednak wkrótce potem odszedł z chłopskiej partii do Porozumienia Jarosława Gowina, czyli ugrupowania wchodzącego w skład Prawa i Sprawiedliwości.

Dzięki zaangażowaniu mojego komitetu i wielu innych osób w 2015 r. jako jeden z trzech kandydatów, osiągnąłem bardzo dobry dwucyfrowy wynik, blisko 14 proc. Taki wynik to wyraźna wskazówka, że wyborcy chcą mnie jako swojego przedstawiciela w Senacie.

Dziś kandyduję z list Koalicji Obywatelskiej i popiera mnie wielu środowisk politycznych, społecznych i zawodowych.

Dlaczego Senat? To miejsce dla fachowców, którzy mają ekspercką wiedzę na konkretne tematy i mogą stać na straży ustawodawstwa. To izba, w  której ważne są kompetencje. Ja je posiadam. W naszym regionie żyjemy z rolnictwa oraz z pracy w małych i średnich przedsiębiorstwach, a ja w tych tematach jestem kompetentny

Co pan zrobi, gdy zostanie senatorem?

- Najważniejsza jest rozbudowa infrastruktury. Przykład pierwszy z brzegu. To wstyd, że powiat włodawski tyle lat bezskutecznie musi walczyć o budowę przejścia granicznego z Białorusią i Ukrainą. To jeden z biedniejszych powiatów Lubelszczyzny. Przejście graniczne, wymiana handlowa, wymiana turystyczna z pewnością przyczyniłyby się do jego rozwoju.

Chełm można ożywić wybudowaniem intermodalnego kolejowo-samochodowego terminalu przeładunkowego. W powiecie krasnostawskim wreszcie powinien powstać zbiornik wodny „Oleśniki”, wtedy rozwinie się branża wypoczynkowo-gastronomiczna.

Kluczowa jest też oświata, wsparcie szkół, uczniów, nauczycieli, również Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie. Bo trzeba wiedzieć, że Chełm staje się przecież ważnym ośrodkiem akademickim. Chęć i energia do pracy jest.

Rafał Stachura

Fot. Krzysztof Mazur / Agencja Gazeta

Rocznik 1975. Absolwent Uniwersytetu w Padwie (Włochy), doktor nauk weterynaryjnych na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie. Współzałożyciel i współwłaściciel spółki Agromarina, gospodarstwa rolnego specjalizującego się w produkcji mleka w Kulczynie Kolonii. Prezes Lubelskiego Związku Hodowców Bydła i Producentów Mleka, dbający o interesy tysięcy rolników z naszego regionu. Kandydat Koalicji Obywatelskiej na senatora.

Walka o Senat

W Okręgu wyborczym nr 18 obejmującym miasto Chełm i trzy powiaty: chełmski, krasnostawski, włodawski o mandat w Senacie Rafał Stachura (KO) zmierzy się z Józefem Zającem (PiS).

W sumie 13 października w woj. lubelskim w sześciu okręgach jednomandatowych wybierzemy jeszcze pięciu senatorów. * W okręgu nr 16 obejmującym miasto Lublin Jacek Bury (KO) zmierzy się z Krzysztofem Michałkiewiczem (PiS), * w okręgu nr 14 (powiaty: lubartowski, łukowski, opolski, puławski, rycki) Stanisław Gogacz (PiS) z Arkadiuszem Kasznią (związany z Lewicą), * w okręgu nr 15 (powiaty: janowski, kraśnicki, lubelski, łęczyński, świdnicki) Grzegorz Czelej (PiS) z Krzysztofem Kamińskim (KO), * w okręgu nr 17 (Biała Podlaska i powiaty: bialski, parczewski, radzyński) Grzegorz Bierecki (PiS) ze Sławomirem Sosnowskim (PSL), a * w okręgu nr 19 (Zamość i powiaty: zamojski, biłgorajski, hrubieszowski oraz tomaszowski) Jerzy Chróścikowski (PiS) z Józefem Kuropatwą (PSL).

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.