Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
1 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
2 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
3 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
4 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
5 z 74
Uchodźcy na polsko-ukraińskiej granicy.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
6 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
7 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
8 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
9 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
10 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
11 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
12 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. To w przeważającej części kobiety i dzieci.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
13 z 74
Zdjęcie ma charakter ilustracyjny
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
14 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
15 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
16 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
17 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
18 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
19 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
20 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
21 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
22 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
23 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
24 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
25 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
26 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
27 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
28 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
29 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
30 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
31 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
32 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
33 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
34 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
35 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
36 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
37 z 74
UCHODŹCY Z UKRAINY, zdjęcie ilustracyjne
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
38 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
39 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
40 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
41 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
42 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
43 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
44 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
45 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
46 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
47 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
48 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. osób). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze straży granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
49 z 74
Uchodźcy z Ukrainy na granicy w Hrebennem
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
50 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
51 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
52 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
53 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
54 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
55 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
56 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
57 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
58 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
59 z 74
Uchodźcy z Ukrainy, zdjęcie ilustracyjne
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
60 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
61 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
62 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
63 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
64 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
65 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
66 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
67 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
68 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
69 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
70 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
71 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
72 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
73 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl
74 z 74
Poniedziałek jest już piątym dniem inwazji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Z każdą kolejną godziną rośnie liczba osób, próbujących przekroczyć wschodnią granicę. Kolejki sięgają kilkudziesięciu kilometrów, a przy każdym przejściu gromadzi się kilkadziesiąt tysięcy osób. To w przeważającej części kobiety i dzieci. Tylko w niedzielę na przejściu w Hrebennem odprawiono 10 tys. osób (w sumie na czterech przejściach w woj. lubelskim było to 45 tys. ludzi). Wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker zapewnia, że funkcjonariusze Straży Granicznej pracują nieustannie, często nie korzystając nawet z przerw. Nasz fotoreporter Jakub Orzechowski spędził w Hrebennem ostatnią dobę. Jak relacjonuje, sytuacja jest tam bardzo poważna, a ruch cały czas narasta. W oczy rzuca się zwłaszcza widok małych dzieci, trzymających w rękach maskotki. Wiele osób próbuje przedostać się do Polski, gdzie czeka już na nich ktoś z rodziny. Spotkaniom towarzyszy często płacz i ogromne wzruszenie. Ludzie zostawili w Ukrainie cały swój dobytek - mają tylko to, co zdołali zmieścić do walizki. Teren wojny opuszczają nie tylko Ukraińcy. Na przejściu widać też ludzi z innych rejonów świata, których wojna zastała podczas wizyty u naszego wschodniego sąsiada. Ale ruch na granicy odbywa się w obie strony. Wiele osób chce wrócić do Ukrainy, by walczyć o wolność swojej ojczyzny. Policja pomaga im na granicy w zorganizowaniu transportu. Sytuacja w Hrebennem niewiele zmienia się w nocy. Jest tylko dużo chłodniej. Uchodźcy próbują ogrzewać się przy przywiezionych przez służby tzw. grzejnikach tarasowych. Niektórzy rozpalają też ogniska.
Wszystkie komentarze